Dead-End Page — czym jest
Dead-End Page to strona, która nie prowadzi dalej: brakuje na niej nawigacji, linkowania wewnętrznego, wyszukiwarki albo sensownego CTA. Użytkownik dochodzi do punktu, z którego może tylko zamknąć kartę lub cofnąć się, a marka traci szansę na kontakt, zapis czy sprzedaż. Takie miejsca pojawiają się często na 404, stronach podziękowań czy przy archiwalnych ofertach. Poprawa polega na świadomym wprowadzeniu ścieżek: breadcrumbs, sekcji „zobacz dalej”, przycisków akcji i treści, które prowadzą do kolejnego etapu. Dzięki temu rośnie UX, a wyszukiwarki lepiej rozumieją strukturę witryny.
Dead-End Page w marketingu i SEO — rozszerzona definicja i kontekst
Dead-End Page w ujęciu marketingowym to nie tylko „strona bez wyjścia”. To każda podstrona, która zatrzymuje energię odwiedzającego i nie podaje następnego kroku w naturalnym rytmie decyzji. Taki punkt zatrzymuje przepływ ruchu, rozrywa narrację marki i utrudnia algorytmom zrozumienie relacji między sekcjami. Jeżeli ktoś trafi z reklamy, z organicznych wyników lub z maila i zobaczy ekran bez CTA, bez ścieżki do powiązanych treści, bez podpowiedzi dla kolejnej aktywności, jego podróż się urywa. W praktyce rozpoznasz to po braku elementów sterujących: nie ma okruszków nawigacji, nie ma linków do kategorii nadrzędnej, nie ma rekomendacji produktów ani materiałów edukacyjnych. Czasem taki „martwy koniec” wynika z błędu (niedodany link w stopce, brak wewnętrznego odnośnika na nowej stronie kampanijnej), a czasem z nadmiernego upraszczania (minimalistyczny layout, który usuwa wszystko poza treścią). Z perspektywy SEO taka strona osłabia przepływ mocy wewnętrznej i ogranicza skanowanie serwisu, bo robot nie widzi dokąd pójść dalej. Z perspektywy UX widać po prostu brak troski o następny krok: człowiek zakończy zadanie przypadkowo, nie dlatego, że dostał odpowiedź, lecz dlatego, że system nie podał mu możliwości. Nie każda Dead-End Page jest jednak błędem. Strona finalizująca proces, np. ekran „dziękujemy za zakup”, naturalnie zamyka etap. Nawet wtedy możesz poprowadzić odbiorcę dalej: zaproponować konto, konfigurację produktu, poradnik startowy, zapis do newslettera lub eksplorację akcesoriów. Różnica między złym a dobrym zakończeniem polega na intencji. Złe pojawia się przypadkowo i przerywa historię. Dobre domyka rozdział i otwiera kolejny. W słowniku marketingowym pojęcie Dead-End Page pomaga nazwać ten sygnał i uporządkować pracę nad ścieżką użytkownika: tworzysz mapę nawigacji, projektujesz połączenia między treściami, dbasz o ekspozycję działań i testujesz ich wpływ na zaangażowanie oraz sprzedaż.
Przykład: strona z opisem archiwalnego wydarzenia zatrzymuje ruch, jeśli nie proponuje nowszych terminów. Wystarczy dodać sekcję „Zapisz się na najbliższą edycję”, link do harmonogramu i przycisk „Powiadom mnie”, aby „martwy koniec” zamienił się w miękkie przejście do konwersji.
Ślepa uliczka na stronie — objawy i skutki dla zachowań użytkowników
Ślepa uliczka w serwisie objawia się powtarzalnymi zachowaniami: szybkie wyjścia po kilku sekundach, brak interakcji z elementami sterującymi, cofanie w przeglądarce i częste powroty do wyników wyszukiwania. Użytkownik wchodzi, czyta kilka linijek, rozejrzy się za kolejnym krokiem i nie widzi nic poza przyciskiem „Wstecz”. Takie doświadczenie szkodzi marce w trzech wymiarach. Po pierwsze, obniża zaufanie. Skoro serwis nie prowadzi dalej, odbiorca ocenia ofertę jako chaotyczną lub niekompletną. Po drugie, osłabia konwersję. Zamiast płynnego przejścia do formularza, do porównania planów czy do koszyka, ruch rozpływa się w kanałach, które nie sprzedają. Po trzecie, zabiera dane. Brak ścieżki to brak zdarzeń, które karmią analitykę i pomagają zespołom poprawiać produkt. Objawy znajdziesz w miejscach, w których decyzja potrzebuje kontekstu: podstrony kategorii bez filtrów, artykuły bez „zobacz też”, wpisy blogowe bez odniesienia do rozwiązań, karty produktu bez powrotu do listingu. Czasem ślepa uliczka kryje się w warstwie językowej. Przyciski mówią „OK” zamiast „Przejdź do porównania”, nagłówki milczą o korzyści, a akapity nie wskazują następnego kroku. W e‑commerce pojawia się to również w koszyku: brak przekierowania do płatności, brak informacji o czasie dostawy, brak komunikatu o dostępności w sklepie. W efekcie odbiorca porzuca proces, choć wcześniej wykazał silne zainteresowanie. Zespół marketingu widzi wtedy rosnące koszty pozyskania i malejącą wartość wizyty, bo każda ślepa uliczka przerywa scenariusz, w który inwestujesz budżet. Dobra wiadomość? Wystarczy kilka przemyślanych zmian, aby przywrócić płynność. Włączysz breadcrumbs, opisowe CTA, sekcje „Następne kroki”, wyszukiwarkę i segmentowane polecenia treści. Użytkownik zyskuje drogowskaz, marka odzyskuje energię ruchu, a dane z narzędzi analitycznych zaczynają opowiadać spójną historię.
Przykład: artykuł poradnikowy o konfiguracji sprzętu kończy się suchą kropką. Po dodaniu akapitu „Co dalej?” z linkami do listy akcesoriów, filmem instruktażowym i opcją rezerwacji w salonie, współczynnik przejść na kolejną podstronę rośnie, a wskaźniki sprzedaży akcesoriów zyskują zauważalny impuls.
Dead-End Page a architektura informacji — nawigacja, ścieżki i mikrocopy
Architektura informacji powinna przewidywać „co dalej?”, dlatego Dead-End Page traktujesz jak sygnał, że w strukturze brakuje mostów. Zacznij od szkicu hierarchii: sekcje nadrzędne i podrzędne, relacje tematyczne, ścieżki realizujące zamiar. Następnie wpisz w strukturę widoczne elementy, które prowadzą użytkownika. Breadcrumbs umieszczasz nad głównym nagłówkiem, aby od razu zdradzić pozycję w serwisie. W stopce i w bocznych panelach proponujesz przejścia do kategorii, które często towarzyszą tej części oferty. Kiedy tworzysz strony kampanijne, nie ograniczaj się do jednego przycisku. Dodaj wyjście alternatywne dla osób, które potrzebują więcej informacji: porównanie planów, FAQ, scenariusze wdrożenia. Mikrocopy działa jak mapa. Zamiast lakonicznego „Dalej” pokaż „Przejdź do zamówienia”, „Zobacz warunki dostawy”, „Porównaj modele”. Te krótkie frazy mówią o celu i skracają dystans do działania. Jeżeli obawiasz się rozproszenia, posłuż się zasadą pierwszeństwa: jeden dominujący przycisk dla głównego celu, dodatkowe odnośniki w mniej wyeksponowanych miejscach. W treści dbasz o logiczne końcówki akapitów. Każdy segment może kończyć się zaproszeniem do następnego kroku, nawet jeśli czytelnik nie przeczyta całego tekstu. Gdy planujesz artykuł, wpisz z góry sekcję „Co dalej?” i listę tematów powiązanych. Na kartach produktów publikuj bloki „Razem lepiej”, które łączą produkt bazowy z akcesoriami. W materiałach edukacyjnych dodaj „następne lekcje” i „przewodniki wprowadzające”. W ten sposób architektura informacji nie tylko porządkuje treści, lecz także steruje energią uwagi. Każde kliknięcie prowadzi do kolejnej odpowiedzi, aż do momentu zakupu lub innej formy konwersji. Dead-End Page traci wtedy sens, bo system zawsze podaje rękę i zaprasza do kolejnego kroku.
Przykład: strona wydarzenia branżowego po zakończeniu konferencji zamienia się w ślepą uliczkę. Stwórz sekcję z nagraniami prelekcji, harmonogram kolejnej edycji oraz formularz „Otrzymuj informacje o nowych terminach”. Zamiast zimnego archiwum budujesz żyjącą bazę, która pracuje na zasięg i leady.
Dead-End Page a „strony sieroty” — różnice, diagnoza, wnioski
Pojęcie Dead-End Page często myli się ze „stroną sierotą”. Oba zjawiska bolą, lecz działają inaczej. Strona sierota nie ma wejść z innych podstron i żyje na marginesie nawigacji; ktoś trafi tam tylko przez bezpośredni adres, sitemapę lub kampanię. Dead-End Page ma wejścia (z menu, z artykułu, z reklamy), ale nie oferuje wyjść. W praktyce spotkasz oba stany w jednym miejscu: landing bez linków prowadzi do formularza, ale nikt do niego nie linkuje z reszty serwisu. Diagnoza przebiega dwutorowo. Dla sierot szukasz podstron bez linków przychodzących z domeny, a dla „martwych końców” sprawdzasz, czy dana strona pozwala ruszyć dalej w co najmniej dwóch kierunkach: do góry hierarchii i na boki tematyczne. Czasem uzasadnisz brak wyjść, np. na stronie polityki prawnej. Wtedy zadbaj o delikatne „wyjścia bezpieczeństwa”: powrót do strony głównej, kontakt, wyszukiwarka. W materiałach sprzedażowych podejście wygląda inaczej. Tu liczysz każdą okazję do prowadzenia: porównania, konfiguratory, konsultacje, „zobacz w sklepie”. Jeżeli landing ma jeden cel (np. zapis), nie dodawaj rozpraszaczy na samej górze, ale pokaż alternatywę niżej: „Nie jesteś gotowy? Zobacz demo”, „Poznaj case study”, „Odpowiadamy na najczęstsze pytania”. Dzięki temu łapiesz osoby z innym tempem decyzji i redukujesz straty. Wniosek dla zespołu jest prosty: walczysz równolegle z izolacją stron i z brakiem wyjść. Usuwasz sieroty przez sensowne wpięcie ich w mapę serwisu, a Dead-End Page przekształcasz w skrzyżowania, które dopasowują się do intencji odbiorcy.
Przykład: dokumentacja produktu zyskała ogromny ruch z wyszukiwarki, ale nie doprowadza do wersji próbnej. Dodaj blok „Wypróbuj bezpłatnie” oraz „Zobacz przykłady wdrożeń” — inaczej karmisz tylko ruch informacyjny, zamiast wzmacniać ścieżkę do zakupu.
Optymalizacja treści — jak zamienić Dead-End Page w trampolinę konwersji
Kiedy chcesz obrócić Dead-End Page w silnik wzrostu, pracujesz jednocześnie nad treścią, strukturą i językiem działania. Zacznij od pierwszych zdań: jasno powiedz, co czytelnik zyska teraz i jaki krok przybliży go do efektu. Następnie wpleć w treść widoczne propozycje kontynuacji: „Przejdź do konfiguratora”, „Zarezerwuj prezentację”, „Poznaj plan wdrożenia”. Nie ukrywaj ich w końcówce, pokaż je także w połowie materiału, aby przechwycić osoby, które nie czytają do końca. Na stronach edukacyjnych wprowadź „ścieżki nauki”: od podstaw do zaawansowania, od teorii do praktyki. Niech każdy poziom kończy się zaproszeniem do kolejnego. Karty produktów wyposażyj w sekcję „Dobrane dla Ciebie”, a artykuły — w rekomendacje powiązane semantycznie. Wersję mobilną projektuj osobno: w pionie miejsca jest mało, więc CTA powinno pojawiać się dwu‑trzykrotnie, w momentach naturalnej pauzy w czytaniu. Mikrocopy powinno wskazywać efekt: „Odbierz dziś”, „Porównaj rozmiary”, „Zadaj pytanie doradcy”. Gdy produkt wymaga więcej zaufania, dodaj skrócone FAQ i od razu odpowiedz na obiekcje. Na koniec zadbaj o rytm akapitów: krótkie wprowadzenie, rozwinięcie i puenta z propozycją kroku. Tak konstruujesz tekst, który nie kończy się w pustce. Pamiętaj też o tonie: pisz prosto, mów w trybie rozkazującym, unikaj żargonu. Każde słowo ma prowadzić, a nie przerywać. Dobrze działa również „miękki finisz” na ekranach podziękowań: film „od czego zacząć”, przycisk do panelu użytkownika, polecane akcesoria, zaproszenie do społeczności. Zamiast mówić „to już koniec”, mów „zobacz, co przygotowaliśmy dalej”. Dzięki temu „martwy koniec” zmienia się w trampolinę, która przesuwa odbiorcę z etapu poznawczego do etapu korzystania i rekomendacji.
Przykład: strona pobierania raportu zwykle zamyka podróż. Dodaj krótkie wideo „Jak czytać wyniki?”, zestaw narzędzi do pracy oraz przycisk „Umów konsultację”. Wtedy pobranie staje się początkiem rozmowy, a nie ostatnim kliknięciem.
Analiza danych i detekcja Dead-End Page — metryki, sygnały, praktyka
Wykrywanie Dead-End Page najlepiej oprzeć na obserwacji zachowań. Sprawdź wskaźniki wyjść z danej podstrony, porównaj je z sąsiednimi etapami ścieżki i przeanalizuj „przepływy użytkowników” między ekranami. Jeżeli widać duże wejścia i mało przejść, masz kandydata do poprawy. Zajrzyj do wyszukiwarki wewnętrznej: brak zapytań na danej stronie może oznaczać, że ludzie nie widzą tego narzędzia albo nie potrzebują go, bo już zrezygnowali. Mapy kliknięć i nagrania sesji pokażą miejsca, w których użytkownicy szukają wyjścia na ślepo: klikają elementy wyglądające jak link, przewijają do dołu z nadzieją na sugestie, próbują dotknąć logotypu, aby wrócić. Połącz tę obserwację z danymi o czasie do pierwszej interakcji, o głębokości scrolla i o „dead clicks”. Jeżeli ludzie przewijają tylko do 40% i wychodzą, umieść CTA wyżej. Jeżeli klikają w elementy dekoracyjne, podkreśl linki i doprecyzuj treść przycisków. W raporcie zwróć uwagę na źródła ruchu. Gdy kampania kieruje na materiał informacyjny, naturalnie zobaczysz więcej wyjść. To nie problem, jeśli strona spełnia obietnicę i prowadzi do następnego poziomu wiedzy. Problem pojawia się wtedy, gdy materiał nie pokazuje żadnej drogi. Warto dodać moduł „co dalej” i sprawdzić, jak zmieni się ścieżka. Pamiętaj też o kontekście urządzeń. W mobile przyciski muszą być większe, odstępy szersze, a treści bardziej skondensowane. Testy A/B pomogą ustalić, które elementy realnie naprawiają ślepą uliczkę: rozmieszczenie CTA, kształt nagłówków, pierwsze zdania akapitów, kolejność bloków. Notuj hipotezy, wdrażaj zmiany i mierz wpływ nie tylko na przejścia, lecz także na wartość wizyty i konwersję finalną. Tak zbudujesz powtarzalny proces, który wyłapuje Dead-End Page i zamienia je w sekcje dające energię całemu lejkowi.
Przykład: analiza nagrań sesji ujawniła, że część użytkowników klika numer telefonu w grafice baneru. Po zmianie na tekstowy odnośnik i dołożeniu przycisku „Zadzwoń” liczba połączeń wzrosła, a współczynnik wyjść na tej podstronie spadł.
E‑commerce bez ślepych uliczek — koszyk, checkout, 404 i podziękowania
W handlu online Dead-End Page niszczy rytm zakupów. Najpierw koszyk: jeśli nie pokazujesz informacji o dostawie, czasie realizacji, dostępności w najbliższym sklepie i preferencjach płatności, część osób porzuci wątpliwości razem z koszykiem. Dodaj widoczne przejście do płatności oraz alternatywną ścieżkę „Odbierz dziś w salonie”. Pokaż sumę z kosztami, aby nikt nie bał się niespodzianek. W checkout uprość formularz i podziel go na jasne kroki. Każdy ekran powinien oferować wsparcie: czat, numer telefonu, skrótowe FAQ. Po zakupie strona podziękowania nie musi milczeć. Zaproponuj konfigurację, akcesoria, rejestrację konta, instrukcję pierwszego uruchomienia. Ta sama logika dotyczy stron 404. Zamiast suchego komunikatu, pokaż wyszukiwarkę, popularne kategorie, ostatnio oglądane i link do kontaktu. Dobrze działa również „miękki powrót”: przycisk do poprzedniej kategorii i do strony głównej. W opisach produktów zadbaj o przejścia z wariantów kolorystycznych i rozmiarowych. Jeżeli model nie jest dostępny, nie zamykaj drzwi — daj powiadomienie o dostawie, podobne produkty i opcję rezerwacji w innym punkcie. W sekcjach promocyjnych pamiętaj o kontekście: baner bez drogi do zakupu tylko frustruje. Niech każdy teaser ma jasny cel i prowadzi do karty produktu lub do landing page’a z pełnym opisem akcji. Wreszcie newslettery i maile transakcyjne. One również potrafią tworzyć ślepe uliczki, jeśli prowadzą na stronę bez kontynuacji. Wstaw w nich „ścieżkę powrotu” do oferty lub do treści, które rozwijają wybór. Dzięki tym zabiegom e‑commerce przestaje tracić energię na bezproduktywne kliki, a zaczyna budować doświadczenie, które naturalnie domyka zakup i otwiera relację posprzedażową.
Przykład: sklep z elektroniką zastąpił suchą stronę „Produkt niedostępny” modułem „Powiadom mnie”, propozycją zamienników i mapą odbioru w pobliskich punktach. Efekt? Mniej zamkniętych kart, więcej zapisów i realny ruch do salonów.
SEO techniczne i Dead-End Page — crawl budget, linkowanie wewnętrzne, indeksacja
Z perspektywy wyszukiwarek Dead-End Page osłabia sieć połączeń. Robot wchodzi, skanuje treść i nie widzi żadnego odnośnika do dalszych zasobów. W efekcie część budżetu skanowania spala się w miejscu, które nie wspiera zrozumienia serwisu. Jeśli wiele takich stron rozprasza strukturę, algorytm ma trudniejszą pracę przy odkrywaniu nowych sekcji i nadawaniu im rangi. Rozwiązanie leży w konsekwentnym linkowaniu wewnętrznym. Każda podstrona powinna łączyć się co najmniej na dwa sposoby: w górę (do kategorii nadrzędnej) i wszerz (do treści powiązanych). Nie chodzi o hurtowe dodawanie odnośników, lecz o sensowną topologię. Ustal rodzinę anchorów opisowych, które tłumaczą cel kliknięcia. Zadbaj o spójność między desktopem i mobile; menu w wersji mobilnej nie może usuwać ważnych skrótów. Pamiętaj o stronach „okolicznościowych”: kampanie, sezonowe landing page’e, oferty czasowe. Po zakończeniu akcji zarchiwizuj je z wyraźną ścieżką do aktualnych treści albo zastosuj przekierowanie 301, jeśli materiał nie wnosi już wartości. W artykułach edukacyjnych systematycznie aktualizuj odnośniki, gdy zmieniają się nazwy funkcji lub układ panelu. Dzięki temu unikasz sytuacji, w której robot i człowiek lądują na ekranie bez drogi. Indeksacja również korzysta z dobrego układu. Strony, które prowadzą do innych, częściej zasługują na widoczność, bo budują kontekst. W praktyce oznacza to wyższe szanse na pojawienie się w wynikach obok materiałów siostrzanych. Jeżeli potrzebujesz wstrzymać indeksację części treści (np. wersji testowych), nie zostawiaj otwartych drzwi do niczego. Użyj nagłówków noindex tam, gdzie to sensowne, i zadbaj o to, aby warstwa nawigacji nie wskazywała na puste pokoje. Tak dbasz o porządek, który pomaga zarówno ludziom, jak i robotom poruszać się po witrynie bez zbędnych ślepych zaułków.
Przykład: seria poradników o jednej funkcji odesłała czytelników do ekranów, które po rebrandingu zniknęły. Po wprowadzeniu aktualnych linków i sekcji „Zobacz także” robot szybciej skanuje nowsze materiały, a użytkownicy przechodzą przez logiczną ścieżkę nauki.
Przekształcenia w praktyce — od Dead-End Page do ścieżki wartości
Najskuteczniejsze metamorfozy zaczynają się od krótkiej diagnozy i odważnych, ale prostych ruchów. Landing bez wyjść? Dodaj sekcję pytań i odpowiedzi oraz „demo na żywo” dla osób, które nie są gotowe na natychmiastowy kontakt. Artykuł, który kończy się suchą puentą? Dopisz moduł „Następne kroki” z trzema ścieżkami: wiedza, porównanie, rozmowa z doradcą. Strona z archiwalną ofertą? Zostaw ślad, ale zaproponuj aktualny odpowiednik i wprowadź powiadomienia o nowościach. W e‑commerce dorzuć „zobacz w sklepie” i „odbierz dziś”, bo to skraca czas decyzji. W treściach posprzedażowych pokaż tutorial startowy, centrum pomocy i społeczność użytkowników. W kanałach B2B świetnie działa „samouczek wdrożeniowy”, który od razu przedstawia kolejne etapy: konsultacja, konfiguracja, integracje, szkolenie. Każda z tych zmian tworzy wyjścia w miejscu, które do tej pory milczało. Nie musisz przeprojektowywać całego serwisu. Wystarczy kilka dobrze opisanych kroków: opisowe CTA, widoczne linki do treści sąsiednich, przewidywalna nawigacja i podsumowania z propozycją dalszego działania. Po wprowadzeniu zmian zobaczysz, jak ruch zaczyna krążyć. Użytkownicy spędzają więcej czasu w wartościowych sekcjach, częściej dodają produkty do koszyka, chętniej zapisują się na demo. Zespół sprzedaży odbiera lepiej przygotowane leady, a obsługa szybciej odpowiada, bo klient wcześniej przeczytał odpowiednie materiały. Dead-End Page zmienia się wtedy w skrzyżowanie, które łączy potrzebę z rozwiązaniem, bez poczucia zagubienia. To jest właśnie istota pracy nad ścieżką: każda strona dodaje cegiełkę do opowieści i zachęca do następnego kroku.
Przykład: producent oprogramowania zamienił stronę „Dziękujemy za pobranie” w mini‑centrum startowe z trzema kaflami: „Zainstaluj”, „Skonfiguruj z integracjami”, „Porozmawiaj z ekspertem”. Ruch, który wcześniej odpływał, zaczął zasilać proces wdrożenia, a liczba rozmów sprzedażowych wzrosła bez powiększania budżetu reklamowego.
Standardy projektowe i komunikacja — zasady, które zapobiegają Dead-End Page
Najlepszą obronę przed Dead-End Page stanowią standardy zespołowe. Zapisz regułę: każda nowa strona musi prowadzić przynajmniej do dwóch miejsc — do sekcji nadrzędnej oraz do logicznie powiązanego materiału. Wprowadź bibliotekę mikrocopy z opisowymi przyciskami i anchorami. Ustal minimum widocznych elementów: breadcrumbs, wyszukiwarka, sekcja „zobacz dalej” i blok kontaktu, jeśli strona należy do warstwy decyzyjnej. W procesie publikacji dodaj listę kontrolną: czy strona spełnia obietnicę tytułu, czy wskazuje następny krok, czy mobilny układ nie usuwa istotnych przejść. Projektanci i autorzy powinni współpracować przy planowaniu końców sekcji, bo to właśnie tam najłatwiej o pustkę. W edukacji i inspiracji przewiduj ścieżki dla różnych typów odbiorców: ktoś chce szybko wdrożyć, ktoś inny woli najpierw poznać kontekst. Obie osoby potrzebują widocznych wyjść. W kampaniach sezonowych planuj „życie po życiu”: po zakończeniu akcji landing przekształcasz w archiwum z propozycjami bieżących rozwiązań. Wewnętrzny przegląd treści co kwartał pozwoli wyłapać „martwe końce”, które powstały po rebrandingu, zmianie oferty albo migracji CMS. Pamiętaj również o dostępności cyfrowej: linki muszą wyglądać jak linki, przyciski muszą dawać się kliknąć bez lupy, a kontrast powinien chronić oczy. Dobrze opisane treści i czytelna typografia zwiększają szansę na interakcję, bo człowiek widzi drogę. Wreszcie kultura pracy: dbaj o język, który prowadzi. Pisz w trybie rozkazującym, opowiadaj o efektach i podawaj kontekst. Gdy każdy w zespole myśli kategorią „jaki będzie następny krok użytkownika?”, Dead-End Page praktycznie przestaje powstawać, a serwis zyskuje naturalny rytm, w którym każda strona niesie historię naprzód.
Przykład: w redakcji serwisu powstał prosty szablon końcówki artykułu: „Co dalej?” z trzema ścieżkami. Po jego wdrożeniu liczba stron zakończonych pustką spadła niemal do zera, a czas spędzany w sekcji poradnikowej zauważalnie wzrósł.