- Targetowanie oparte na miejscu i czasie, ale do granic absurdu
- Geofencing świątyń, szpitali i lotnisk
- Beaconing dźwiękowy i sygnały z otoczenia
- Pogoda, korki i mikroklimat ulicy
- Rytm dnia: zegar biologiczny, drzemki i dojazdy
- Ciało, nastrój i sytuacja życiowa jako sygnał
- Muzyka, tempo kroku i wnioski o emocjach
- Ciężarówki danych z kart lojalnościowych i aptek
- Ciąża, ślub, przeprowadzka – predykcja „życiowych momentów”
- Bateria w telefonie, poziom danych i tryb oszczędzania
- Urządzenia, ekrany i to, co dzieje się wokół
- ACR ze smart TV i second screen
- Gniazdko, lodówka, samochód – internet rzeczy
- Sieci Wi‑Fi, SSID i triangulacja sygnału
- Gry, „whale users” i segmenty bardzo wysokiej wartości
- Platformy, polityka i granice etyczne
- Platformowe zakazy i furtki
- Dane wrażliwe: zdrowie, rasa, religia – czego nie wolno
- Jak nie zrazić użytkowników: transparentność i wartość
- Przyszłość: mniej ciasteczek, więcej kontekstu i kohort
Niektóre segmenty reklamowe brzmią jak żart: ludzie w kolejce do paszportów, osoby z rozładowującym się telefonem, bywalcy myjni w deszczowe dni. A jednak to rzeczywistość. Branża reklamy cyfrowej od lat łączy tysiące sygnałów, aby targetowanie było chirurgicznie precyzyjne. Oto przegląd najdziwniejszych opcji, które faktycznie oferują platformy i brokerzy danych — wraz z tym, jak powstały, gdzie działają i dlaczego budzą zachwyt oraz niepokój.
Targetowanie oparte na miejscu i czasie, ale do granic absurdu
Geofencing świątyń, szpitali i lotnisk
W teorii zawężanie reklamy do obszaru kilkunastu metrów służy „trafności”. W praktyce powstają kampanie, które wywołują dreszcz. Reklamodawcy potrafią wyznaczyć wirtualny obrys budynku – od bramy szpitala po strefę odlotów – i przez określony czas kierować komunikaty do osób, które się tam fizycznie znalazły. Tak działa geofencing: smartfon zostawia ślad w SDK aplikacji lub w sieci reklamowej, a DSP „rozpoznaje” go i przypisuje do segmentu „był w lokalizacji X”. Później kreacje pojawiają się zarówno na miejscu, jak i po wyjściu, gdy użytkownik przegląda wiadomości czy pogodę. To „śledzenie wstecz” bywa wykorzystywane do podchodzenia klientów konkurencji (np. w promieniu sklepu rywala), ale też do delikatnych i kontrowersyjnych tematów – politycznych lub światopoglądowych – co regularnie prowokuje reakcje regulatorów.
Beaconing dźwiękowy i sygnały z otoczenia
Przez krótki, lecz głośny moment w historii adtechu pojawiły się rozwiązania, które nasłuchują ultradźwięków w reklamach telewizyjnych albo w przestrzeni publicznej. Pomysł: aplikacja w telefonie odczytuje niesłyszalny dla ucha sygnał i dopasowuje użytkownika do kampanii powiązanej z emisją spotu na drugim ekranie. Choć wiele firm wycofało się pod presją UOKiK-ów i FTC, sama idea „sygnałów kontekstowych” nie zniknęła. Dziś rolę beacons często spełniają routery, nadajniki w sklepach, a nawet rozpoznawanie wzorca dźwiękowego z otoczenia, które algorytmy łączą z prawdopodobnym zachowaniem (np. kibic na stadionie w trakcie meczu). Granica pomiędzy sprytną integracją mediów a zbyt wnikliwą obserwacją bywa tutaj wyjątkowo cienka.
Pogoda, korki i mikroklimat ulicy
Planery mediowe kochają pogodę. Wraz z upowszechnieniem danych meteo w czasie zbliżonym do rzeczywistego reklamodawcy mogą odpalać banery z parasolkami na kwadrans przed ulewą w konkretnej dzielnicy. Krokiem dalej jest łączenie sygnałów o natężeniu ruchu z map i czujników miejskich: systemy wyłapują, kiedy korek „zatrzaskuje” się na dojeździe do centrum i uderzają w potrzeby kierowcy – kawa, audiobook, tańszy parking. Tutaj wchodzi do gry hiperskalowa mikrosegmentacja: nie tylko „mieszkańcy miasta”, ale „osoby, które dziś spędzą 50+ minut w aucie”, z kreatywą skrojoną pod frustrację powolnej jazdy oraz dynamiczne ceny i oferty.
Rytm dnia: zegar biologiczny, drzemki i dojazdy
Wykrywanie porannych i wieczornych nawyków – z przerwami na lunch, siłownię czy odbiór dzieci – to klasyka. Kuriozalnie robi się, gdy modele zaczynają przewidywać „mikromomenty”: kto akurat stoi w kolejce do kasy w supermarkecie, kto wyprowadza psa, a kto z dużym prawdopodobieństwem zasypia w ciągu 20 minut (na podstawie wzorca użycia telefonu i lokalizacji). Reklama skupiająca się na „chwili tuż przed” potrafi być niemal magiczna: powiadomienie o jedzeniu z odbiorem pojawia się sekundy po wejściu do strefy restauracji, rabat na kawę – w momencie, gdy użytkownik zbliża się do stacji benzynowej. Te kampanie łączą precyzję miejsca z czułością na rytm dnia, a jednocześnie balansują na granicy natarczywości.
Ciało, nastrój i sytuacja życiowa jako sygnał
Muzyka, tempo kroku i wnioski o emocjach
Strumieniowanie muzyki ujawnia sporo o nastroju. Gdy ktoś przełącza playlisty z „focus” na „party”, a zegarek fit rejestruje podbicie tętna w godzinach wieczornych, system może oszacować emocjonalny kontekst. Platformy audio już dawno oferują targety typu „poranny biegacz”, „nauka do egzaminu”, „relaks po pracy”. To nie tylko demografia, to quasi-„portret psychologiczny”, bliski temu, co zwykliśmy nazywać psychografia. Brzmi onieśmielająco, ale często służy prozaicznym celom: od playlist sponsorowanych przez producentów napojów po kreatywy reklam bucików do biegania, które zgrywają rytm kroków z tempem utworu.
Ciężarówki danych z kart lojalnościowych i aptek
W krajach, gdzie to dozwolone, detaliści i apteki łączą siły z brokerami danych: identyfikatory transakcji z programów lojalnościowych spotykają się z identyfikatorami reklamowymi w telefonach. Skutek? Reklama środków na alergię trafia do osób, które w minionych sezonach kupowały chusteczki i spraye, a kampania żywności bezglutenowej „podąża” za zmianami w koszyku. Wersją ekstremalną jest łączenie danych offline i online w pętlę pomiaru, aby udowodnić konwersja – czy kliknięcie zawyżyło sprzedaż na paragonie. Tu pojawia się pytanie o proporcje: celność kontra ingerencja w sferę zdrowia i zwyczajów domowych.
Ciąża, ślub, przeprowadzka – predykcja „życiowych momentów”
Firma, która jako pierwsza rozpozna, że planujesz ślub, wygra przetarg na cały twój rok zakupów: suknię, podróż poślubną, kredyt, meble. Podobnie z przeprowadzką czy narodzinami dziecka. W praktyce sygnałami są wyszukania, zmiany w koszyku, wizyty w konkretnych miejscach (sklep meblowy, urząd), a także wzorce w mediach społecznościowych. Sieci reklamowe od lat oferują segmenty „likely to move”, „new parents” czy „wedding planners”. Czasem to strzał obok, czasem – trafienie w punkt. Najdziwniejsza bywa konsekwencja: reklama „wie” o momencie życia wcześniej niż rodzina. To obszar, w którym transparentność i zgody odgrywają rolę nie tylko prawną, ale też reputacyjną.
Bateria w telefonie, poziom danych i tryb oszczędzania
Absurd? Reklama zmieniająca format w zależności od poziomu baterii w telefonie i przepustowości sieci. Jeśli urządzenie sygnalizuje tryb oszczędzania energii, system może zrezygnować z ciężkiego wideo na rzecz grafiki, którą łatwiej przewinąć. Były też próby, by w oparciu o niski poziom baterii licytować niżej, zakładając, że użytkownik i tak nie obejrzy długiego filmu. W dobie optymalizacji kreacji takie „mikro-dopasowanie” bywa skuteczne i mniej irytujące, ale też pokazuje, jak drobny sygnał z urządzenia potrafi wędrować przez łańcuch reklamowy i wpływać na strategię bidowania oraz retargeting.
Urządzenia, ekrany i to, co dzieje się wokół
ACR ze smart TV i second screen
Automatyczne rozpoznawanie treści (ACR) w telewizorach potrafi zidentyfikować program, który oglądasz, a nawet reklamę, która właśnie wybrzmiała. Adtech zestawia te sygnały z mobilnym ID i serwuje komunikat „na drugi ekran”: kiedy w TV leci spot SUV-a, telefon otrzymuje baner z konfiguracją modelu i możliwością umówienia jazdy próbnej. Z punktu widzenia marek to marzenie o pełnej ścieżce: od zasięgu TV po kliknięcie i wizytę na stronie. Z punktu widzenia odbiorcy – pytanie, czy domowy ekran to bezpieczna przystań, czy kolejny nadajnik w ekosystemie, który składa mozaikę zachowań.
Gniazdko, lodówka, samochód – internet rzeczy
Gdyby inteligentne gniazdka i lodówki sprzedawały reklamy, wiedziałyby o nas więcej niż przeglądarka. W praktyce IoT już dostarcza sygnałów: systemy HVAC zdradzają zwyczaje domowników, samochodowe infotainmenty „wiedzą”, które stacje i podcasty wybieramy, a czujniki ruchu różnicują dzień tygodnia od weekendu. Reklamy pojawiają się nie w lodówce, tylko w telefonie – ale z najlepszym możliwym kontekstem: „wiemy, że kończy się pranie, bo pralka weszła w cykl wirowania; przypominamy o płynie do płukania z dostawą do 2h”. Brzmi jak science fiction, a jednak wiele z tych integracji działa pilotażowo w ramach zamkniętych ekosystemów detalicznych i telekomunikacyjnych, gdzie personalizacja ma pierwszeństwo przed skalą.
Sieci Wi‑Fi, SSID i triangulacja sygnału
Nie trzeba GPS, by wiedzieć, że jesteś w kawiarni. Wystarczy, że telefon „zobaczy” charakterystyczne SSID i siłę sygnału, a algorytmy przypiszą cię do miejsca. Tak działają rozwiązania footfall w galeriach handlowych: mapują punkty dostępu i tworzą obraz „ścieżki klienta” bez konieczności logowania. W wersji skrajnej sygnały z sieci i czujników BLE tworzą precyzyjny heatmap: gdzie zatrzymujesz się dłużej, przy jakiej witrynie, jak często odwiedzasz dany pasaż. Dla reklamodawcy to złoto, bo można połączyć ekspozycję OOH z późniejszym wyświetleniem reklamy mobilnej; dla użytkownika – kolejny powód, by docenić znaczenie ustawień i zgód na poziomie systemu.
Gry, „whale users” i segmenty bardzo wysokiej wartości
W mobilnym gamingu istnieje kategoria odbiorców, którzy wydają bardzo dużo i bardzo często. Segmenty te, agregowane w modelach lookalike, trafiają do reklamodawców spoza gamingu: banków, marek luksusowych, usług subskrypcyjnych. Paradoksalnie to jedno z mniej inwazyjnych „dziwactw”: opiera się na wzorcu płatniczym i interakcji z treścią, a nie na danych wrażliwych. Kontrowersje pojawiają się, gdy „wieloryby” są profilowane w sposób mogący wzmacniać skłonności do wydawania; branża stara się balansować skuteczność i odpowiedzialność, stosując limity częstotliwości i wykluczenia w segmentach o podwyższonym ryzyku.
Platformy, polityka i granice etyczne
Platformowe zakazy i furtki
Największe platformy ograniczają targety, które mogą prowadzić do dyskryminacji: mieszkalnictwo, zatrudnienie, kredyt – w wielu krajach nie wolno zawężać odbiorców według wieku, płci czy kodu pocztowego. Jednocześnie adtech bywa kreatywny: zamiast bezpośredniego kryterium korzysta z „niewinnych” sygnałów zastępczych, które w efekcie tworzą podobne wykluczenia. Kwestia odpowiedzialności przesuwa się od pojedynczego marketera do łańcucha: od właściciela aplikacji po DSP i SSP. Rynki uczą się na błędach, a regulatorzy zaczynają rozliczać „skutek” kampanii, nie tylko jej deklarowane ustawienia.
Dane wrażliwe: zdrowie, rasa, religia – czego nie wolno
Reguły są jasne: danych wrażliwych nie targetujemy, nawet jeśli technicznie dałoby się je wywnioskować. W praktyce granica bywa rozmyta – bo czy wizyta w określonym miejscu, np. świątyni albo klinice, to już wniosek o poglądach i zdrowiu? Odpowiedzialne podmioty stosują blokady lokalizacji wrażliwych, a po stronie kreatywnej restrykcyjne listy wykluczeń. Tam, gdzie to możliwe, wybiera się kontekst zamiast osoby: reklama pojawia się przy treści o pielęgnacji, nie u „osób z chorobą X”. Zaufanie odbiorcy zaczyna się od szacunku do jego prywatność – i od gotowości, by zrezygnować z najbardziej „soczystych” segmentów, jeśli rodzą one ryzyko szkody.
Jak nie zrazić użytkowników: transparentność i wartość
„Dziwne” targety budzą emocje, gdy są zaskakujące i nieprzejrzyste. Marketerzy, którzy chcą wykorzystać przewagę danych, a nie utracić sympatię, wdrażają kilka zasad: mówią, skąd pochodzą sygnały; dają wybór i prostą drogę do rezygnacji; dbają, by kreacje realnie pomagały – np. oszczędzając czas, dane, baterię. Użytkownik szybciej zaakceptuje smart reklamy, jeśli widzi korzyść i intencję. Dobrą praktyką jest też ograniczanie częstotliwości i „rozsądek kreatywny”: nie przypominamy o dacie ważności biletu tuż po wejściu do strefy ciszy w pociągu, nie oferujemy parasola pięć minut po tym, jak ktoś przemókł do suchej nitki.
Przyszłość: mniej ciasteczek, więcej kontekstu i kohort
Wraz z odchodzeniem od identyfikatorów trzecich stron rośnie znaczenie modelowania i sygnałów zbiorczych. Kampanie „bez ID” korzystają z kohort zachowań, sygnałów urządzenia, kontekstu treści i sygnałów czasu/miejsca. Najdziwniejsze targetowania nie znikną, ale będą częściej opierać się na statystyce i predykcji niż na twardym profilu osoby. To utrudnia pomiar, więc rośnie rola modelowej atrybucja i eksperymentów incrementality. Jednocześnie rozwija się prywatnościowa infrastruktura: clean roomy, differential privacy, API systemowe ograniczające śledzenie. Im sprytniejsze narzędzia, tym większe znaczenie ma strategia: po co, komu i kiedy pokazujemy komunikat – oraz czy umiemy powiedzieć „nie”, gdy narzędzie kusi, ale cena reputacyjna byłaby zbyt wysoka.