Rola social mediów w czasie kryzysów i wojen

  • 15 minut czytania
  • Social Media

Media społecznościowe stały się jednym z kluczowych narzędzi komunikacji w momentach nagłego załamania ładu: podczas wojen, katastrof, ataków terrorystycznych czy kryzysów politycznych. To tam najszybciej pojawiają się świadectwa z miejsc wydarzeń, pierwsze relacje świadków, a także fale dezinformacji i propagandy. Ich rola w czasie kryzysu jest złożona – od ratowania życia, przez mobilizację społeczną, aż po eskalowanie strachu i nienawiści.

Informacja w czasie rzeczywistym: szansa i zagrożenie

Natychmiastowość i relacje świadków

W trakcie kryzysów social media pełnią funkcję globalnego systemu alarmowego. Publikowane w czasie rzeczywistym nagrania, zdjęcia i relacje tekstowe z frontu wojny czy miejsca katastrofy umożliwiają szybkie zrozumienie sytuacji. Dzięki temu **społeczność** międzynarodowa może szybciej reagować – od presji dyplomatycznej po organizację **pomocy** humanitarnej.

Relacje na żywo z oblężonego miasta w Ukrainie, transmisje z bombardowanych dzielnic Gazy czy nagrania z protestów w Teheranie udostępniane na Twitterze (X), Instagramie czy TikToku stały się alternatywą dla tradycyjnych mediów. W wielu autorytarnych krajach są one wręcz jedynym kanałem dotarcia do świata zewnętrznego. Obywatele, korzystając z telefonów, przejmują rolę dziennikarzy, a każdy profil może stać się małą, niezależną redakcją.

Taka decentralizacja informacji ogranicza monopol władz na narrację o konflikcie. Ujawniane są zbrodnie wojenne, brutalność służb czy łamanie praw człowieka, które kiedyś łatwiej było ukryć. Jednocześnie trudniej jest kontrolować napływ treści – nikt nie weryfikuje ich przed publikacją, więc obok cennych dowodów pojawiają się zmanipulowane nagrania i wyrwane z kontekstu obrazy.

Rola obywatelskiego dziennikarstwa

Wojny w Syrii, Ukrainie czy Strefie Gazy pokazały, jak ważne stało się **obywatelskie** dziennikarstwo. Materiały nagrywane przez mieszkańców służą jako źródło dla redakcji, organizacji pozarządowych i trybunałów międzynarodowych. Wiele śledztw dziennikarskich i prawniczych opiera się na analizie nagrań z TikToka, Twittera czy Telegramu.

Platformy społecznościowe umożliwiają również tworzenie baz danych – nagrania z datą, lokalizacją i opisem są archiwizowane, by w przyszłości stanowić dowód w sprawach o zbrodnie wojenne. Organizacje takie jak Bellingcat wykorzystują publicznie dostępne materiały, aby geolokalizować miejsca ataków, potwierdzać użycie zakazanej broni czy identyfikować sprawców.

Jednocześnie pojawia się dylemat etyczny: czy publikowanie drastycznych nagrań nie prowadzi do wtórnej wiktymizacji ofiar? Czy algorytmy, promując emocjonalne treści, nie wzmacniają przekazu jednej ze stron konfliktu? Granica między dokumentowaniem a epatowaniem przemocą jest cienka, a regulacje platform często nie nadążają za rozwojem sytuacji na polach bitew.

Dezinformacja i wojna informacyjna

Social media to również pole walki o interpretację rzeczywistości. Państwa, grupy militarne i wyspecjalizowane farmy trolli wykorzystują je do prowadzenia **propagandy** oraz kampanii dezinformacyjnych. Fake newsy mogą dotyczyć liczby ofiar, rzekomych zdrad polityków, sfabrykowanych ataków, a nawet spreparowanych zdjęć satelitarnych.

Wojna w Ukrainie uwidoczniła skalę takich działań: fałszywe nagrania mające pokazywać „prowokacje”, zmanipulowane filmy z innych konfliktów podpisywane jako aktualne, a także sztucznie rozkręcane hasztagi mające zniechęcić Zachód do **wsparcia** dla Kijowa. Podobne mechanizmy obserwowano wcześniej w czasie aneksji Krymu, interwencji w Syrii czy podczas kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej.

Dezinformacja jest szczególnie groźna, gdy trafia do zalęknionego społeczeństwa. W momentach niepewności ludzie częściej udostępniają treści zgodne z własnymi lękami, a mniej dbają o ich weryfikację. To sprzyja szerzeniu plotek o zamachach, braku paliwa, zamykaniu granic czy rzekomym załamaniu systemu bankowego. W efekcie same social media potrafią wywołać realne konsekwencje – kolejki do bankomatów, panikę w sklepach, napięcia międzygrupowe.

Sztuczna inteligencja i deepfake w konfliktach

Rozwój narzędzi opartych na **sztucznej** inteligencji wprowadził nowy wymiar wojny informacyjnej. Tworzenie deepfake’ów – realistycznych, ale fałszywych nagrań wideo lub audio – stało się dostępne dla znacznie szerszego grona użytkowników. W czasie wojny może to oznaczać np. rozpowszechnianie materiału, na którym przywódca państwa ogłasza kapitulację, zmienia sojusze lub nawołuje do przemocy.

Takie treści rozprzestrzeniają się bardzo szybko, zanim zostaną zdementowane. Nawet jeśli później udowodni się ich fałszywość, część odbiorców pozostanie przy pierwszym wrażeniu, a w świadomości zbiorowej zostanie ślad podejrzenia. Platformy starają się rozwijać narzędzia do oznaczania zmanipulowanych materiałów, jednak tempo rozwoju technologii często przewyższa zdolności kontrolne.

Koordynacja pomocy i mobilizacja społeczna

Oddolne akcje wsparcia

Social media są kluczowym narzędziem organizowania oddolnych działań pomocowych. W Polsce po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w 2022 roku w kilka godzin powstały setki grup na Facebooku i kanałów na Telegramie, w których mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Rzeszowa czy Gdańska koordynowali noclegi, transport i zbiórki rzeczy dla uchodźców.

Podobne mechanizmy obserwowano wcześniej podczas trzęsień ziemi, powodzi czy po katastrofach lotniczych. Hasztagi, lokalne grupy i wydarzenia umożliwiają **szybką** mobilizację tysięcy ludzi, którzy w normalnych warunkach w ogóle by się nie poznali. Social media skracają drogę między potrzebą a reakcją: ktoś zgłasza brak leków, a w ciągu godzin powstaje sieć ludzi organizujących dostawę.

W odróżnieniu od scentralizowanych struktur państwowych, społeczności internetowe są bardziej elastyczne. Jeśli jedna inicjatywa zawodzi, natychmiast powstają nowe. Taka dywersyfikacja zmniejsza ryzyko całkowitej niewydolności systemu pomocy, choć jednocześnie utrudnia koordynację i rozliczalność działań.

Platformy crowdfundingowe i wsparcie finansowe

Współczesne konflikty pokazały, jak ogromną rolę odgrywa internetowy crowdfunding. Kampanie prowadzone przez serwisy zrzutkowe i promowane w social mediach potrafią w ciągu kilku dni zebrać miliony złotych lub dolarów na pomoc medyczną, zakup dronów rozpoznawczych, kamizelek kuloodpornych czy ewakuację cywilów.

W Polsce szeroko komentowane były zbiórki na wsparcie obrony Ukrainy, finansowane przez zwykłych obywateli – od mieszkańców Poznania, przez Wrocław, po mniejsze miasta i wsie. Social media umożliwiają dotarcie do globalnej publiczności: emigranci z Londynu, Berlina czy Chicago mogą wspierać inicjatywy w swoich rodzinnych miejscowościach, widząc transparentnie cel i postęp zbiórki.

Ta forma finansowania rodzi zarazem pytania o przejrzystość i bezpieczeństwo. Nie każda zbiórka jest prowadzona przez wiarygodnych organizatorów; niektóre mogą kryć nadużycia, a inne – omijać sankcje lub prawo międzynarodowe. Platformy starają się wprowadzać mechanizmy weryfikacji, lecz presja czasu w kryzysie często działa na korzyść oszustów.

Sieci wsparcia psychologicznego i informacyjnego

W trakcie wojen i kryzysów rośnie znaczenie wsparcia emocjonalnego. Grupy wsparcia na Facebooku, kanały na Discordzie, fora na Reddicie czy zamknięte społeczności na WhatsAppie stają się miejscem, gdzie uchodźcy, osoby w żałobie czy świadkowie przemocy mogą dzielić się doświadczeniami. Tego typu sieci redukują poczucie izolacji i bezradności.

Wiele organizacji psychologicznych prowadzi w social mediach profile edukacyjne, oferujące praktyczne porady: jak rozmawiać z dziećmi o wojnie, jak radzić sobie z napadami paniki, gdzie szukać profesjonalnej pomocy. W momentach kryzysu profile te zaczynają pełnić funkcję nieformalnych centrów informacji i wsparcia, docierając do osób, które normalnie nie sięgnęłyby po specjalistyczną pomoc.

Istnieje jednak ryzyko, że w tych samych przestrzeniach pojawią się samozwańczy „eksperci”, oferujący niesprawdzone metody terapii czy promujący treści szkodliwe, np. zachęcające do samodzielnego odstawiania leków. Brak moderacji lub jej niedostateczny poziom może prowadzić do wtórnych szkód dla najbardziej wrażliwych użytkowników.

Cyberaktywizm i presja międzynarodowa

Media społecznościowe przekształciły lokalne konflikty w sprawy globalne. Hasztagi, kampanie wizerunkowe i wiralowe treści wideo potrafią w ciągu godzin uczynić z mało znanego regionu temat pierwszych stron gazet i debat parlamentarnych. Aktywiści, korzystając z Twittera, Instagrama czy TikToka, organizują międzynarodowe dni protestu, bojkoty konsumenckie i listy otwarte.

Przykłady obejmują globalne kampanie solidarności z mieszkańcami Aleppo, Charkowa, Mariupola czy oblężonych miast w Sudanie. Symboliczne gesty – jak zmiana zdjęcia profilowego, dodanie flagi czy udział w akcji online – są często krytykowane jako „clicktivism”. Jednak w połączeniu z realnymi działaniami (datki, protesty uliczne, nacisk na polityków) mogą wzmocnić społeczną presję na rządy.

Władze państw autorytarnych coraz częściej reagują blokadą wybranych platform, spowalnianiem internetu lub wprowadzeniem cenzury. To dowód, że boją się siły mobilizacyjnej sieci – masowych nagrań z demonstracji, apeli o sankcje czy ujawniania brutalnych działań służb. Jednocześnie walka o wolność w sieci staje się jednym z frontów współczesnych konfliktów.

Kontrola narracji i propaganda w erze algorytmów

Oficjalne kanały rządów i armii

Wcześniej komunikaty wojenne przekazywano głównie przez tradycyjne media. Dziś niemal każde państwo prowadzi oficjalne profile swoich instytucji: ministerstw obrony, resortów spraw zagranicznych, służb ratunkowych. To tam publikowane są aktualizacje o atakach, ostrzeżenia dla **cywilów**, informacje o ewakuacjach i oficjalne stanowiska.

Social media umożliwiają rządom omijanie filtrów redakcyjnych, a jednocześnie dają odbiorcom możliwość bezpośredniej weryfikacji treści z różnych źródeł. Ta pozorna przejrzystość może być jednak narzędziem propagandy: jednostronnej prezentacji sukcesów militarnych, zaniżania liczby własnych strat czy demonizowania przeciwnika.

Jednocześnie część państw stara się prowadzić bardziej otwartą komunikację, publikując dane o stratach, przyznając się do błędów czy udostępniając materiały z dochodzeń. Przejrzystość w mediach społecznościowych może budować zaufanie społeczne, choć wymaga odwagi polityków, by przyznać się do niepowodzeń na oczach milionów użytkowników.

Algorytmy wzmacniające skrajne treści

Platformy społecznościowe działają w oparciu o algorytmy, które promują treści wzbudzające silne emocje: gniew, strach, oburzenie. W czasie kryzysów oznacza to, że najbardziej widoczne stają się materiały drastyczne, polaryzujące i oparte na konflikcie. Algorytmy nagradzają częste udostępnianie, intensywne komentarze i dyskusje, co często faworyzuje przekazy skrajne.

W praktyce może to prowadzić do radykalizacji opinii publicznej. Użytkownicy widzą głównie materiały zgodne z ich wcześniejszymi przekonaniami, tworząc bańki informacyjne. W rezultacie dialog między stronami sporu jest utrudniony, a kompromis trudniejszy. Obrazy wroga, dehumanizujące określenia i memy ośmieszające przeciwnika zyskują ogromny zasięg.

Pojawia się pytanie o odpowiedzialność platform: czy powinny one modyfikować algorytmy w czasie wojen i kryzysów, aby zmniejszać widoczność treści skrajnych, drastycznych lub jawnie propagandowych? Próby wprowadzenia takich zmian spotykają się z krytyką – jedni zarzucają cenzurę, inni niewystarczającą ochronę przed językiem nienawiści.

Memetyzacja wojny i znieczulenie społeczne

Wojna w epoce social mediów staje się memem. Fragmenty nagrań z frontu są przerabiane na krótkie, efektowne klipy, opatrzone muzyką i humorem. Bohaterowie i dowódcy zmieniają się w postacie popkultury, a symbole wojenne – w modowe gadżety. Z jednej strony może to wzmacniać morale i poczucie wspólnoty wśród broniącej się społeczności, z drugiej – grozi banalizacją przemocy.

Memetyzacja konfliktu prowadzi do znieczulenia odbiorców z daleka: wojna staje się kolejną „serią” śledzoną w relacjach na Instagramie, zamiast dramatem milionów ludzi. Użytkownicy przewijają nagrania z bombardowań tak samo, jak filmiki z tańcem czy gotowaniem. Taki sposób konsumpcji treści zwiększa dystans emocjonalny i może osłabiać realną empatię.

Jednocześnie memy bywają używane jako narzędzie oporu. Wyśmiewanie agresora, obśmiewanie absurdów propagandy czy tworzenie ironicznych materiałów może być formą symbolicznej walki i radzenia sobie z traumą. Różnica między zdrowym humorem a cynicznym zacieraniem granicy między fikcją a cierpieniem pozostaje jednak nieostro określona.

Cenzura, blokady i geopolityka platform

Podczas konfliktów państwa coraz częściej naciskają na platformy, domagając się usuwania określonych treści, blokowania profili czy ograniczania zasięgów mediów powiązanych z przeciwnikiem. Decyzje o oznaczaniu części kanałów jako „kontrolowanych przez państwo”, wyłączaniu monetyzacji lub blokowaniu dostępu w danych krajach mają poważne konsekwencje geopolityczne.

Przykładem może być ograniczenie zasięgów rosyjskich mediów państwowych po agresji na Ukrainę, blokady TikToka w niektórych krajach czy spory o cenzurę treści dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Platformy znalezione są między młotem a kowadłem: z jednej strony oskarżane o szerzenie propagandy, z drugiej – o uleganie naciskom politycznym.

Brak jasnych, globalnych standardów sprawia, że decyzje te często są odbierane jako arbitralne. Użytkownicy z Warszawy, Berlina czy Paryża mogą widzieć zupełnie inny obraz tego samego konfliktu niż internauci z Moskwy, Pekinu czy Teheranu. Wojna informacyjna toczy się więc nie tylko między państwami, ale i wewnątrz samych platform, które stają się aktorami politycznymi o ogromnym wpływie.

Bezpieczeństwo, prywatność i odporność społeczeństw

Śledzenie, inwigilacja i dane geolokalizacyjne

Każdy post, zdjęcie czy film opublikowany w social mediach może zawierać dane, które w warunkach pokoju wydają się niegroźne, a w czasie wojny stają się zagrożeniem. Geolokalizacja, charakterystyczne punkty w tle, numery rejestracyjne, twarze uchodźców – to wszystko może zostać wykorzystane przez wrogie służby wywiadowcze.

Dlatego wiele organizacji międzynarodowych apeluje o stosowanie zasad cyfrowego bezpieczeństwa: wyłączanie lokalizacji, rozmywanie twarzy i wrażliwych elementów, nieujawnianie dokładnych tras ewakuacji czy miejsc schronów. Paradoksalnie, to co zwiększa transparentność konfliktu, może jednocześnie narażać ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

Władze i armie uczą się wykorzystywać otwarte dane z social mediów do analizy ruchów przeciwnika, nastrojów ludności czy skuteczności kampanii propagandowych. Z kolei obywatele starają się chronić swoją prywatność, przechodząc na szyfrowane komunikatory, zamknięte grupy czy korzystając z sieci VPN.

Psychologiczny wpływ nadmiaru informacji

Wojna i kryzys w epoce social mediów oznaczają nieustanny strumień drastycznych treści. Ciągłe oglądanie nagrań z ataków, płaczących dzieci czy zniszczonych domów może prowadzić do wtórnej traumy nawet u osób, które same nie doświadczyły przemocy. Użytkownicy z Polski, Niemiec czy innych krajów europejskich relacjonowali w 2022 roku objawy lęku i bezsenności wywołane śledzeniem relacji z Ukrainy.

Eksperci zalecają w takich momentach „dietę informacyjną”: ograniczanie czasu spędzanego w sieci, wybieranie kilku zaufanych źródeł, unikanie scrollowania do późnej nocy. Social media, projektowane tak, by zatrzymywać uwagę jak najdłużej, sprzyjają jednak kompulsywnemu sprawdzaniu aktualizacji, co może pogłębiać poczucie bezradności.

Z drugiej strony, dostęp do informacji bywa kojący – pozwala zrozumieć sytuację, planować działania, szukać sposobów pomocy. Kluczem jest więc nie całkowite odcięcie się, ale świadome korzystanie z mediów społecznościowych, z uwzględnieniem własnej odporności psychicznej i granic.

Edukacja medialna jako tarcza ochronna

Odporność społeczeństwa na manipulację i panikę w czasie kryzysów zależy w dużej mierze od poziomu edukacji medialnej. Umiejętność krytycznego oceniania źródeł, rozpoznawania **dezinformacji**, sprawdzania kontekstu zdjęć czy filmów oraz świadomego zarządzania własnym czasem online to nowa forma obywatelskiej kompetencji.

Szkoły, uniwersytety i organizacje pozarządowe coraz częściej włączają do programów zajęcia z edukacji cyfrowej. W miastach takich jak Warszawa, Lublin, Katowice czy Białystok prowadzone są warsztaty dla młodzieży i seniorów, uczące rozpoznawania fake newsów, rozumienia mechanizmów algorytmów czy reagowania na mowę nienawiści.

Bez systemowego wzmocnienia tych kompetencji społeczeństwa pozostaną podatne na manipulacje w momentach największego napięcia. W warunkach kryzysu każdy udostępniony post może albo wspierać odporność wspólnoty, albo siać chaos i panikę. Edukacja medialna staje się więc nie tylko kwestią kultury cyfrowej, ale elementem szeroko rozumianego bezpieczeństwa narodowego.

Przyszłość social mediów w czasach niepewności

Rozwój nowych technologii – od rozproszonych platform społecznościowych, przez komunikację satelitarną, po kolejne generacje narzędzi sztucznej inteligencji – sprawi, że rola mediów społecznościowych w konfliktach będzie nadal rosła. Prawdopodobne jest pojawienie się bardziej odpornych na cenzurę systemów, ale też coraz bardziej wyrafinowanych metod manipulacji.

Kluczowym wyzwaniem stanie się wypracowanie równowagi między wolnością informacji a ochroną przed nadużyciami. Potrzebna będzie współpraca platform, państw, organizacji międzynarodowych i użytkowników, którzy jako świadomi obywatele sieci będą potrafili oceniać konsekwencje swoich działań. W erze, w której granica między frontem a ekranem smartfona niemal się zaciera, odpowiedzialne korzystanie z social mediów staje się jednym z najważniejszych zadań współczesnych społeczeństw.

< Powrót

Zapisz się do newslettera


Zadzwoń Napisz